Na VII Bajkalski Międzynarodowy Festiwal Filmowy CZŁOWIEK I PRZYRODA, który miał miejsce w dniach 8-15 września tego roku w Irkucku. I pojechaliśmy - niżej podpisani: Joanna Wierzbicka i Maciej Faflak - dzięki niezmiernej życzliwości Konsula Generalnego Polski w tym mieście, pana Piotra Marciniaka.Przegląd obejmował 40 filmów finałowych (ogółem wpłynęło ponad 80) z Rosji - w tym Północna Osetia, Białorusi, Polski, Słowacji, Węgier, Estonii, Turkmenii, Uzbekistanu, Iranu, Grecji, Niemiec, Austrii, Belgii i Stanów Zjednoczonych, a odbywał się w samym centrum Irkucka, w reprezentacyjnym kinie, które bywa też i teatrem, przy głównej ulicy, która kiedyś nazywała się Wielką, a teraz wciąż jeszcze Karola Marksa. To tutaj, przy pełnej dostępnej dla wszystkich sali z balkonem odbyło się bardzo uroczyste otwarcie i bardzo uroczyste zakończenie festiwalu, podczas którego rozdano nagrody.
Gdy w Irkucku trwały kilkudniowe pokazy ściągające ludzi różnego stanu i wieku, w odległej około 60 km. kiedyś drewnianej bazie turystycznej, która w ostatnich latach przemieniła się w luksusowy hotel obradowało Jury. Przewodniczącym był Włodzimierz Iljicz Bazin, dyrektor wytwórni filmowej w Sankt Petersburgu, a członkami - obok Rosjan - mieszkająca w Moskwie brazylijska dziennikarka i Polak, czyli przewodniczący Jury naszego festiwalu.
Grand Prix dostał austriacki film "Książę Alp" ("Prince of the Alps") autorstwa Klausa Feichtenbergera i Otmara Penkera poświęcony losom jelenia szlachetnego, Cervus elephus, w tych górach. Aż dwie nagrody - Za Walory Poznawcze oraz Specjalną Nagrodę Jury zdobył film znany nam z IV edycji Festiwalu im. Braci Wagów w Rajgrodzie (2006) "Rosomak - Hiena Północy" ("Wolverines - Hyenas in the North") pokazujący nieznane wczesniej fakty z rodzinnego życia rosomaków, Gulo gulo, naszego kolegi z Niemiec, Olivera Goetzla. Kto był w Rajgrodzie, pamięta nie tylko ten film i samego Olivera, lecz i jego bardzo ładną żonę oraz dwójkę bardzo grzecznych dzieci.
Równie ucieszyła nas nagroda dla tegorocznego naszego laureata, Christiana Baumeistera za ten sam film "Wodospady Iguaçu" ("Megafalls of the Iguaçu").
Z Polaków Nagrodę Za Najlepszy Film Popularnonaukowy otrzymał Tomasz Ogrodowczyk z Leśnego Studia Filmowego w Bedoniu pod Łodzią za "Moczary i Uroczyska" ("Marshes and Wild Areas"). Zaś Dorota Adamkiewicz dostała jedną z Nagród Specjalnych za film "Krótka Historia Wszystkiego" ("A Short History of Everything"), która to historia zdobyła Grand Prix na V Wagach w Tykocinie w kwietniu tego roku.
Nagrodę otrzymał też film słowacko - austriacki "Wysokie Tatry" ("High Tatras - Wilderness Frozen in Time") Pavola Barabaša i Tomasa Hulika. A więc nie tylko słowackie, ale i polskie góry pokazane znakomitą kamerą Hulika. Tego samego dnia "Wysokie Tatry" triumfowały na Festiwalu Filmów Górskich w Zakopanem.
Skoro już zawędrowaliśmy w góry, wspomnijmy jeszcze o niezwykłej Nagrodzie Specjalnej, która otrzymał za odwagę okazana podczas wspinaczki młodziutki wychowanek domu dziecka, Aleksander Kowrygin - operator w filmie Andrieja Pawlenki "Pierwszy Szczyt" ("The First Hightpoint"). Była to nagroda Polskiego Konsulatu.
"Powrót Woła Piżmowego" ("The Return of the Musk Ox") przypominającego poniekąd małego bizona, lecz jako Ovis muslimon uważanego przez systematyków za największą z owiec, pokazał film zrobionych wspólnie przez Estończyków i Rosjan. Wół nie tyle sam powrócił, co został introdukowany z Alaski i Kanady na Półwysep Tajmyr, najdalej na północ wysuniętą lądową część Azji. Wół ma się dobrze, a i ludziom także nic złego się nie przytrafiło, skoro twórcy filmu Wasilij Sarana i Riho Västrik - mimo ekstremalnie trudnych warunków - żywi i zdrowi osobiście odebrali swoją nagrodę. Ważne, że ten czujnie dotychczas strzeżony przez wojsko teren stał się na powrót dostępny przede wszystkim dla człowieka.
Rosyjską była w znacznym stopniu publicystyka. Nagrodę za nią dostał film z rosyjskiej Północnej Osetii Sołtana Corijewa, człowieka niezwykle dowcipnego. Filmy dotyczyły różnych regionów: w Europie - od Morza Azowskiego po otaczającą St. Petersburg Nowogrodzką Północ, a w Azjii - aż po gejzery na Kamczatce.
Formuła Irkuckiego festiwalu jest znacznie szersza od naszej, uwzględnia także filmy etnograficzne. W tej właśnie kategorii nagrodę dostał surowy dokument z Iranu autorstwa Mohammada Nami i Kamala Farhanga "Kobiety z Dorfaku" ("Women of Dorfak"), pokazujący niewielką plemienną społeczność odizolowanych od świata ludzi. Gdy kobiety wschodnim obyczajem noszą na głowach ciężary, to są nimi bryły lodu wyrąbane w cienistym kraterze wygasłego wulkanu: to jedyne źródło wody. Postaraliśmy się, by ten film pokazał się na kolejnej VI edycji Festiwalu im. Braci Wagów.
Wiele finałowych materiałów dotyczyło Bajkału - "świętego morza" Buriatów. Wygląda na to, jakby wszyscy dosłownie zrozumieli, że Bajkał musi być czysty, że to być lub nie być syberyjskiej przyszłości, bo ten największy na świecie zbiornik czystej i słodkiej, pełnej zwierząt - endemitów - wody, to miejsce na tyle niezwykłe, że musi zainteresować i międzynarodową naukę, i międzynarodowe instytucje kształtujące opinię publiczną.
Festiwal w Irkucku zorganizował tamtejszy "Kinofond", wytwórnia filmowa najbardziej chyba przypominająca naszą warszawską WFD oraz tamtejszy oddział rosyjskiego Związku Filmowców, odpowiednika naszego Stowarzyszenia Filmowców Polskich.
Oby i u nas środowisko filmowców okazało się łaskawsze dla filmu przyrodniczego i dla naszych poczynań.

Maciej Faflak
Z piątego piętra widok jest niezwykły. Oto szerokie wody Angary, a dalej już Bajkał, gdzie Angara bierze swój początek, wokół lasy; góry - zdawałoby się nieodległe - a przecież oddalone o 40 km. Tak czyste powietrze widziałam tylko raz, lata temu w Mongolii. A tuż obok zielone deski nadwyrężonej czasem turbazy... pamiętam takie schrony z dawnych i mało bezpiecznych, bo nielegalnych wędrówek po ZSRR; wtedy za bardziej komfortowe uznaliśmy porzucone chaty w opuszczonych przez ludzi wsiach nad Onegą. Nowa "turbaza" czyli elegancki hotel - przyznaję - była niespodzianką, ale prawdziwą przyjemnością był uśmiech witającej nas o 4 rano na progu, już przytomnej i zadbanej Leny - dobrego ducha festiwalu. I od razu wiadomo: będzie dobrze! Tak wita się gości tylko na porządnych festiwalach.Moim zadaniem było nawiązanie nowych kontaktów i promowanie naszego festiwalu. Przywiozłam mnóstwo adresów i gotowe już zgłoszenia na VI edycję (Tykocin 2010), także kilka płytek na preselekcję. Jest wśród nich nagrodzony 3-minutowy film Siergieja Machowa z Białorusi "Sąsiedzi" ("Neighbours"). Cóż, czasem by poznać bliskich sąsiadów trzeba pojechać bardzo daleko... Widziałam później małych Buriatów i Rosjan we wsi Ust'Orda, jak zaśmiewali się oglądając ten film. Mam nadzieję, że polskim dzieciom będzie się podobał.
Jury zakończyło pracę, w Irkucku trwały nadal publiczne przeglądy, a my wszyscy przenieśliśmy się na statek - również niepodobny do tych, którymi kiedyś pływałam po Onedze i po Ładodze.
Dwudniowa wycieczka. Nie potrafię opisać pięknych widoków, smaku czystej wody ani zapachu tajgi, który uderzał falą, gdy przybijaliśmy do brzegu. Bolszoje Gołoustnoje: rozległa wieś, niezwykłe chaty i polski dom Pani Ireny, dokąd goście z Polski przyjeżdżają na wakacje. Drewniana, jak wszystko tutaj, szkoła. 58 uczniów. I znów pokazujemy festiwalowe filmy, i znów atmosfera taka, jak na naszych sesjach filmowych - w Wiźnie, Goniądzu, czy Tykocinie. Może stąd pomysł - zróbmy wakacyjną wymianę dzieci: Bolszoje Gołoustnoje - wiejska szkoła z Podlasia. Tylko czy to się uda?
Kolejny raz przybijamy do brzegu. Jedziemy w głąb tajgi. Torfowiska, bagienka, brzozy - jak u nas. W ogródkach przy domach te same kwiaty. Jeszcze kwitną onętki, dalie, aksamitki, nasturcje. Ciepła złota jesień. I nagle szok: podniebne fabryczne kominy, typowy dla dawnych lat bałagan. Trudno się połapać: coś budują, czy wręcz przeciwnie - rozbierają? Ta fabryka to jakaś chemia potrzebna w latach zimnej wojny, dziś trudno zrozumieć, co produkuje, ale nadal zatruwa świat. 40-letnie miasto Bajkalsk, 17 tys. mieszkańców, z tego 13 tys. żyje i teraz z tej fabryki. O dramatycznych problemach Bajkalska, o planach na przyszłość - czy aby realnych? - dyskutujemy z lokalnymi władzami. Miejscowa dziennikarka pyta mnie: Co w Polsce mówi się o fabryce w Bajkalsku? To wyraźny sygnał. Rozumiem już, skąd tak dużo społecznej publicystyki na Irkuckim festiwalu.
Festiwal skończył się, my przenieśliśmy się jeszcze na parę dni do Irkucka. Zwiedzamy to wyjątkowe miasto. Spotykaliśmy się z Konsulem Generalnym, Panem Piotrem Marciniakiem, odwiedziliśmy "Kinofond", ustalaliśmy plany dalszej współpracy. Tu, na Syberii Polacy są mile widziani. Pamiętajmy więc o tym, że już za rok odbędzie się w Irkucku kolejny festiwal, że niekoniecznie nasze filmy muszą być o dzikiej przyrodzie; filmy etnograficzne z Polski na pewno właśnie tutaj spotkają się z zainteresowaniem. Obiecaliśmy, że polscy filmowcy nie zawiodą. Zachęcam także naszych przyjaciół z zachodu! A kto przyjedzie, by osobiście zaprezentować swój film, na pewno nie pożałuje!

Joanna Wierzbicka




